sobota, 20 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ TRZECI

Niepewność. To uczucie dopadło mnie po raz setny, gdy podjeżdżałam z kuzynką pod mury mojej nowej szkoły. Z jednej strony, niepewność podmywa fundamenty podjętych decyzji. Przez moment żałowałam, że się zgodziłam być skazaną na te męczarnie już pierwszego dnia. Ciotka z siostrą mówiły mi, że mogę iść kolejnego, czy nawet jeszcze później. Westchnęłam cicho w momencie, gdy już znany mi młody kierowca zakręcił, szykując się do zaparkowania. Gdy uczucie rosło, popatrzyłam przez okno i pomyślałam, że z drugiej strony, niepewność często zapowiada nowe doznania. Marzyłam, żeby było nimi pełne szczęście. Nie wiedziałam, nie miałam pojęcia, co się wkrótce stanie.

Gdy poczułam, że stanęliśmy i dla potwierdzenia, wyjrzałam przez okno, poczułam, że żołądek podszedł mi do gardła. Sięgnęłam ręką do zapięcia pasów i wstrzymałam oddech. Usłyszałam klikanie, świadczące o odpięciu ich przez moją kuzynkę, więc spojrzawszy się na nią, powtórzyłam jej ruch. Wkrótce drzwi zostały przede mną otworzone, a ja uśmiechnęłam się wdzięcznie do kierowcy, którego imienia nie znałam. Miałam tylko nadzieję, że wykrzywienie mych ust nie wyglądało na tak sztuczne, jakie naprawdę było.

- V? – usłyszałam cichy głos przyjaciółki – gotowa?

- Nie – powiedziałam w myślach, po czym spojrzałam się na dziewczynę i tym razem już na głos odpowiedziałam – tak – a mój głos się załamał.

- Nie bój się. Poznam cię z kilkoma osobami, więc nie będziesz się czuć całkiem jak u obcych – próbowała mnie zmotywować, a ja kiwałam głową. Puściła mi oko, ale widziałam, że się martwiła. Nie chciałam tu wracać. Nie chciałam, bo nie mogłam znów być problemem. Nie zniosłabym tego, jednak tak się dzieje, a ja nie mogę czuć się inaczej niż winna.

- Tutaj masz swój plan lekcji – spojrzałam na nią z niemym pytaniem – Moja mama wzięła ci już dawno od dyrektora – wyjaśniła, a ja znów potakiwałam – Odprowadzę cię pod salę, a później spotkamy się na przerwie, ponieważ nie chodzę na rozszerzoną chemię. Jestem na to za leniwa. Trzymaj się, będzie dobrze – pomachała mi po odprowadzeniu pod klasę. Gdy odchodziła zadzwonił dzwonek, na co ta przeklnęła. Dziewczyna nie była dobrą uczennicą i często chodziła na wagary, ale co jak co, nie wypadało się spóźnić w pierwszy dzień. Wchodząc do klasy, zarumieniłam się, widząc wiele nieznanych mi twarzy. Ruszyłam do ostatniej ławki przy oknie i zasiadłam na stołku przy stole laboratoryjnym. Siedzenie obok mnie było puste i byłam zbyt naiwna, marząc, że to się nie zmieni. Gdy poczułam obecność kogoś obok wraz z mocnymi męskimi perfumami, jeszcze bardziej wbiłam wzrok w podłogę. Nie podniosłam wzroku, za bardzo się bałam. Przeniosłam wzrok na stolik i dalej go nie podniosłam, nie odzywając się. Gdy usłyszałam zamknięcie drzwi, wiedziałam, ze wszedł nauczyciel, jednak męska postać obok, uniemożliwiła mi wykazać choćby odrobine odwagi, aby spojrzeć na wykładowcę. Wkrótce po krótkim przywitaniu i przedstawieniu się nowym uczniom, usłyszałam wymieniane nazwiska. Zaniepokoiłam się faktem, że chociaż przez sekundę zwrócę na siebie uwagę. Nasłuchiwałam uważnie… Ad, Am, Al.  Ręce zaczęły mi się trząść, gdy nauczyciel zbliżał się do mojej pierwszej litery nazwiska.

- Atkins Vanessa Deliah? – wzrok nauczyciela rozejrzał się po sali, gdy po raz pierwszy na lekcji, uniosłam wzrok. Podniosłam lekko dłoń w górę
.
- Tutaj – krzyknęłam ciszej niż większość, przez co speszyłam się jeszcze bardziej. Wykładowca posłał mi uspokajający uśmiech. Wróciłam do siedzenia i wpatrywania się w nieokreślony punkt w podłodze, gdy poczułam dotknięcie mojego ramienia przez czyjś palec. Omal nie podskoczyłam na krześle, jednak i tak wzdrygnęłam się, a gdy obróciłam wzrok zobaczyłam siedzącego ze mną krótko ściętego bruneta, który wyglądał, jakby właśnie wpadł na genialny pomysł.

- Vanessa? – zapytał, a ja przestraszona kiwnęłam głową – Kuzynka Soph? – upewnił się, a ja ponownie potwierdziłam ruchem głowy – Jestem… - kontynuował.

- Liam Payne? – kolejne nazwisko wypowiedziane przez nauczyciela.

- tutaj! – wypowiedziane słowo należało do mojego partnera z ławki, który krótko po tym się zaśmiał – to teraz już wiesz – posłał mi rozbawiony uśmiech i mrugnął jednym okiem. Zarumieniłam się i spuściłam głowę.

- Skąd wiesz, że moją rodziną jest… - nie dokończyłam, bo ten mi przerwał.

- Uhm… słyszałem o tobie od niej. Jestem jej chłopakiem – wyjaśnił, a ja przypomniałam sobie rozmowę o nim z dziewczyną. Posłałam mu lekki uspokajający uśmiech, który tak naprawdę przeznaczony był dla mnie samej. To ja byłam tutaj zestresowana.

- Opowiadała mi o tobie – poinformowałam go nadal przyciszonym głosem. Mina Liama od razu z rozbawionej zmieniła się na rozczuloną. Nie zdobyłam się na kontynuowanie rozmowy, a lekcja zakończyła się po przedstawieniu wymagań i krótkim pokazie doświadczeń przez naszego wykładowcę.

Wyszedłszy na korytarz, nie rozglądałam się. Nie ruszyłam dalej, a stanęłam pod ścianą, mając nadzieję, że Soph pojawi się, tak jak obiecała. Liam poszedł w głąb holu, ówcześnie się ze mną żegnając. Widząc przemierzających szkołę obcych ludzi, zaczęłam się stresować. Nie zauważyłam nawet, że skubię skórki od paznokci, dopóki nie poczułam ciepłej mazi na paznokciu. Spojrzałam na dłonie i zobaczyłam niewielką ilość krwi, więc od razu zaprzestałam swoich działań. Nie minęła minuta, gdy usłyszałam swoje imię, wypowiadane przez Sophię. Podniosłam głowę i zobaczyłam piękną dziewczynę.

- Co teraz masz? – spojrzałam na plan, który ściskałam w ręce.

- Uhm… zajęcia artystyczne – dziewczyna spojrzała na mnie i ruszyła w stronę klasy, w której za mniej niż trzy minuty miałam zacząć kolejną lekcję. Gdy pod nią byłyśmy, ta udała się na swoje zajęcia, jakimi była matematyka.

Weszłam do cudownego pomieszczenia. Każdy uczeń, a było nas maksymalnie siedmiu miał swój własny stół do szkicowania, jak i drewnianą sztalugę. Podeszłam, jak zwykle do ostatniej ławki. Dotknęłam chrapowatej kartki, charakterystycznej do tej do szkicowania. Na moich ustach od razu pojawił się uśmiech. Uśmiech spowodowany wspomnieniem szczęścia, jakie otaczało mnie, gdy rysowałam wiele lat temu. Usiadłam na ławie i czekałam na nadejście profesora. Gdy usłyszałam powitanie, pierwszy raz tego dnia podniosłam głowę znad podłogi. Uśmiechnęłam się lekko, widząc starszego mężczyznę z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Witam wszystkich zebranych! – powiedział zbyt głośno, jak na tak mało salę – Zapraszam do dzielenia się pomysłami, inspiracjami i wiedzą. Jak pewnie się dowiedzieliście, wybierając tę szkołę, wyjątkowo rozszerzonymi zajęciami tutaj są właśnie zajęcia artystyczne, jak i muzyka, ale tej niestety nie uczę – posłał nam wszystkim ciepły uśmiech – Kontynuując, na lekcjach będziemy uczyć się jak się inspirować, jak poznawać sztukę, jak i o samej jej historii. Za mną – wszyscy wyjrzeli, aby dojrzeć, co takiego znajduję się za plecami wykładowcy – znajdują się przybory artystyczne, materiały do kreślenia, jak i lustrzanki, jako, że fotografia jest również częścią tych zajęć – zmarszczyłam brwi. Jeszcze nigdy nie robiłam profesjonalnych zdjęć – można z nich korzystać, jednak, nie powiem, najnowsze nie są. W związku z tym, możecie zakupić nowe przyrządy lub korzystać ze szkolnych. Pozostawiam to całkowicie do waszego wyboru – poinformował nas, puszczając oko. Po sprawdzeniu listy dokładnie 5 osób, podczas którego tym razem głośniej się odezwałam. Kilka osób zapytało się o najpotrzebniejsze informacje na temat lekcji i tak o to siedząc z tyłu, dowiedziałam się, że nie trzeba mieć lustrzanki, a telefon kompaktowy, można używać telefonów i wychodzić do łazienki bez pytania nauczyciela, bo jak stwierdził, to zajmuje mu tylko czas. Cała lekcja minęła na opowiadaniu o wymaganiach, jak to na każdym przedmiocie na początku roku.

- Jesteś tu nowa? – zapytał się mulat, którego wzrok zauważyłam, że spoczywał na mnie od paru minut.

- Coś w tym stylu – odpowiedziałam cicho, na co jego uśmiech się powiększył, jakby coś go śmieszyło.

- To znaczy?

- Uczyłam się tutaj wcześniej, później wyjechałam i znów jestem na ostatnią klasę – wyjaśniłam jak najszybciej, próbując nie zagłębiać się w rozmowę. Chłopak wyglądał na zamyślonego, ale na szczęście nie odezwał się, a wkrótce zadzwonił dzwonek.

Wyszłam z klasy, patrząc na wcześniej wyciągniętą mapkę szkoły i plan zajęć. Literatura minęła mi zaskakująco szybko, jako, że wiele ludzi było na zajęciach i nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Po wyjściu z Sali, cieszyłam się, gdy dotarła do mnie informacja, iż wiele osób ma próbę podczas lunchu, więc nie będzie wielu osób na korytarzu. Zjadłam posiłek przy stole z Liamem i Sophią, więc nie stresowałam się aż tak bardzo. Zajęcia z biologii oraz matematyki podstawowej szybko minęły, więc z Soph udałyśmy się do domu od razu po lekcjach.

Dziewczyna spojrzała na mnie z niepewnością. Oh, teraz ona ją odczuwa.

- Jak było? – próbowała entuzjastycznie zapytać.

- W porządku – odpowiedziałam zdawkowo i ruszyłam do limuzyny, które drzwi zostały otwarte przez szofera. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, bo źle się czułam z posiadaniem pomocy domowej. Dojechałyśmy do domu w milczeniu, bo obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć.

Gdy wchodziłam do swojego pokoju w celu umycia się, zamknięcia się w nim przez kolejne godziny i pójścia spać, usłyszałam słowa Soph skierowane do mnie.


- V? – gdy odwróciłam głowę w jej stronę, chwytając klamkę, kontynuowała – Będzie coraz lepiej – uśmiechnęła się pocieszająco i weszła do swojego pokoju. Wieczór upłynął mi na czytaniu wymagań i przygotowywaniu się do kolejnego dnia. Wybrałam ubrania, spakowała książki, i co najważniejsze próbowałam przygotować się na to, przede wszystkim, psychicznie. 

2 komentarze: